Menu Zamknij

CZY POKÓJ DZIEWCZYNKI MUSI BYĆ RÓŻOWY?

Cześć!

Tytuł dzisiejszego wpisu ma nas naprowadzać na tematykę właśnie rozpoczętego tygodnia i live’a, który będzie ten tydzień wieńczył. Mowa oczywiście o piątkowych transmisjach w szkoleniowej grupie na Facebooku – Akademii Projektanta. Jeśli  jednak nie jesteś zainteresowany dołączeniem do naszej społeczności, bo lubisz chodzić swoimi ścieżkami, a projektujesz na co dzień wnętrza, warto, żebyś ten artykuł przeczytał. Dlaczego? Ponieważ pod pretekstem omawiania aranżacji pokoi dla dzieci, poruszam kwestię bardzo ważną dla każdego twórcy. Mianowicie…

Jeśli tworzysz, nie możesz myśleć schematycznie

W schematyzm myślenia bardzo łatwo popaść, zwłaszcza gdy wykonujemy swoją pracę dla najmłodszej klienteli. Dzieci mają bowiem to do siebie, że nierzadko oczekują, że wpiszemy ich przestrzeń w zadany temat: pokój, księżniczki, „Star Wars”, pokój dla małego Indianina, piłkarza, podróżnika… Dla nas, dorosłych, to naprawdę nierzadko karkołomne zadanie i niemałe wyzwanie. Narzucony przez młodego klienta temat aranżacji już niesie dla nas ryzyko wejścia w pewien schemat. Przyznam Ci się, że najbardziej boję się zleceń dla dzieci, ponieważ dziecko, mimo pozornego schematyzmu narzuconego projektantowi, w odbiorze rzeczywistości jest zupełnie nieschematyczne. Może się zdarzyć, że będzie jak w opowieści o nowych szatach cesarza Hansa Christiana Andersena. Pamiętasz? Tylko dziecko miało odwagę powiedzieć, że cesarz jest goły. Tak samo i tutaj. Jeśli młodemu zleceniodawcy nie spodoba się nasz projekt, wypali nam to prosto w twarz, często nieźle podkopując nasze artystyczne ego. Problem jednak leży w tym, że ostateczną instancją podejmującą decyzję w sprawie dziecięcego pokoju jest rodzic.

Zrób prosty eksperyment. Wejdź w wyszukiwarkę Google i wpisz w zakładce „Grafika” hasło „pokój dziewczynki”. Potem powtórz czynność i wpisz „pokój Star Wars”. I jeszcze raz „pokój podróżnika”. Możesz w komentarzu pod tym tekstem podzielić się ze mną tym, co widzisz albo dyplomatycznie zostawić odpowiedź dla siebie.

Ja będę na tyle perfidna, że powiem wprost: od przypudrowanych na różowo landrynek robi mi się niedobrze, a Lord Vader wiszący nad moim łóżkiem (gdybym była dzieckiem) mógłby wygenerować u mnie niejeden nocny koszmar. Większość z nas uwielbia jeździć po świecie, ale czy naprawdę jedynym motywem w pokoju młodego podróżnika musi być mapa??? Czy zgodzisz się ze mną, że popierając taką estetykę, wrzucamy nasze nieschematycznie myślące dzieciaki w schematyczne odbieranie świata? Gdzie tu jeszcze jest jakieś pole dla odkrywcy?

Wyobraź sobie teraz, że jesteś klientem – rodzicem małego człowieka, szukającym projektanta. Który z tych projektów byś wybrał? Komentarz pod tekstem zaspokoi moją ciekawość w tym względzie.

Jakie jest antidotum?

Umówmy się co do jednego. Na landrynkowe projekty zawsze znajdzie się popyt, ponieważ estetyka w klimacie lalki Barbie będzie miała swoich zwolenników, także wśród dzieci. Niemniej, szablonowo mogą projektować laicy. Od Ciebie, profesjonalisty, wymaga się czegoś więcej. Bierzesz pieniądze za swoją robotę, ukończyłeś prestiżowe i jakże trudne studia, co często podkreślasz na różnych forach, więc myśl jak artysta albo… jak dziecko.

Po pierwsze zapytaj swoją małą klientkę, czy na pewno chce mieć różowy pokój, bo może się okazać, że na przykład pasjonuje się wojskowością i wzór moro połączony z kolorem khaki bardziej jej będzie odpowiadał. Zaproponuj własne rozwiązania. Jeśli jednak dziewczynka będzie się upierać przy tym, że różowy jest jej ulubionym kolorem, potraktuj go inaczej niż wszyscy. Słowem – z tego, co wyeksploatowane zrób atut. Wygłupiaj się, graj Barbie-konwencją, ironizuj, stylizuj… baw się razem z dzieckiem.

Po drugie – niech projektowane wnętrze opowiada jakąś historię. Dzieci uwielbiają być częścią takiego mikroświata przedstawionego w ich prywatnej, małej przestrzeni. Jestem pewna, że będą wolały wtopić się w dżunglę i udawać, że są Indianą Jonesem niż czytać nazwy państw powieszone nad łóżkiem, które przypomną im o wtorkowym sprawdzianie z geografii. Ich pokój ma być ich azylem, odskocznią, miejscem do spotkań z przyjaciółmi, a w miarę dorastania, także do nauki i rozwoju. Czy pomyślałeś o tym, że fajną rzeczą byłoby dziecku zbudować teatrzyk z kurtyną i miejscem dla lalkowych aktorów? Trąci myszką i jak pięknie rozwija… Architekcie – Twoją rolą jest to, aby zastąpić plastikową, marketową, masową estetykę, wysublimowanym projektem, może przywołującym ducha baśni Andersena?

Po trzecie, jeśli Twój mały klient upiera się przy tym, że chce mieć pokój nawiązujący do tytułu filmu, sugeruję Ci, żebyś wybrał na przykład jakiś ciekawy lub charakterystyczny kadr i przeniósł go, w miarę możliwości, do dziecięcego pokoju. W ten sposób stworzysz dziecku przestrzeń, w której utożsami się z ulubionymi bohaterami i będzie się czuło, tak jakby było częścią tego filmowego świata. Możesz wtedy pójść o krok dalej i zaprojektować mu meble nawiązujące stylistyką do filmowej scenografii. Uwierz mi, że rzucanie pojedynczych, niespójnych grafik na ściany i zapełnianie półek figurkami-postaciami z seriali to rzecz niegodna szanującego się projektanta.

Ostatnie słowo

Ostatnie moje słowo, a raczej akapit jest taki, że oczywiście, aranżację dla dziecka musimy dopasować do jego wieku, potrzeb i faktu, że będzie dorastało. Nasze rozwiązania muszą uwzględniać wieloletnią „eksploatację” i „rosnąć” z dzieckiem.

A teraz spójrz jeszcze raz do Wujka Google’a i zastanów się, czy po wdrożeniu tych wszystkich sugestii i przemyśleniu zmian, zamówiłbyś swój własny projekt? Innymi słowy, jak taka „odnowiona” aranżacja umiejscowiłaby się na tle landrynek?

Czujesz niedosyt? Chcesz rozwinąć ten temat? Zapraszam w piątek, 14.02. o 20.00 do Akademii Projektanta, gdzie w naszej grupie pasjonatów będziemy rozwijać ten temat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *