Menu Zamknij

CZY JESTEŚ ZŁOTĄ RYBKĄ?

Jeśli jesteś architektem, który ma ugruntowaną pozycję na rynku i odcina tylko kupony, to temat Cię nie dotyczy. Jeżeli jednak co miesiąc modlisz się o klienta i zastanawiasz, skąd wziąć pieniądze na opłacenie ZUS-u przeczytaj i, co ważniejsze, odpowiedz sobie szczerze na moje pytania. Oto one:

  •  Czy nerwowo obserwujesz zlecenia od klientów pojawiające się w grupach tematycznych na Facebooku? Uściślę pytanie – czy na ogłoszenie „Zlecę projekt łazienki, nie za miliony monet” stajesz do wyścigu z innymi pracowniami projektowymi?
  • Czy zdarza Ci się napisać w odpowiedzi na takie ogłoszenia treść typu „Chętnie podejmę się zlecenia. Spełnię każde Państwa życzenie”?
  •  Czy poszukujesz zleceń na popularnych portalach, gdzie odbywają się „castingi” na najtańszy projekt?
  • Czy  łatwo zaniżasz cenę za usługę, jeśli klient Cię przyciśnie, po to tylko, aby dostać w końcu zlecenie?

Jeśli choćby na jedno pytanie odpowiedziałeś TAK, czytaj dalej.

Spełnię każde Państwa życzenie

Znasz powiedzenie, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego? Jednym z warunków Twojego być lub nie być na rynku jest to, aby się wyróżnić na tle konkurencji. Innymi słowy, aby stworzyć konkretny, spójny wizerunek Twojej pracy. Jeśli będziesz zajmować się wszystkim i udawać, że znasz się na wszystkim, wtopisz się w szarą masę podobnych do siebie projektów. To tak jak z ginekologiem i pediatrą. Jeden i drugi ukończył wydział lekarski, ale to nie znaczy, że pediatra musi znać się na chorobach kobiecych, a ginekolog na dziecięcych, chociaż obaj w jakimś sensie zajmują się dzieckiem. Stań w butach swojego klienta i zastanów się, jakimi kryteriami to Ty kierowałbyś się, szukając architekta wnętrz, dajmy na to, do zaaranżowania łazienki. Pewnie odpaliłbyś Google i Pinterest  i starałbyś się wytropić takiego projektanta, który ma ciekawe i nieszablonowe pomysły. Może opublikowałbyś ogłoszenie na Facebooku i dostałbyś jakieś 250 podobnych do siebie odpowiedzi (naprawdę nie przesadziłam z ilością). Potem sprawdziłbyś strony zaledwie kilkunastu biur, których projekty okazałyby są podobne do siebie i skapitulowałbyś przy dwudziestym. Wkurzyłbyś się, że w całej tej masie dostajesz także oferty od osób, które w życiu nie zaprojektowały żadnej łazienki (przynajmniej portfolio na to nie wskazuje), ale mają dobre chęci i zapewniają, że na pewno sobie poradzą.

Uświadom sobie, że jako osoba projektująca wnętrza (czy to architekt wnętrz, projektant, czy dekorator) jesteś zawodowcem i to Ty kreujesz gusta Twoich klientów, którzy w przeciwieństwie do Ciebie są laikami. Jednak żeby kreować gusta, musisz określić, w jakich projektach chcesz się specjalizować. Tak długo jak 80% polskich projektantów będzie wciąż opracowywało projekty w stylu skandynawskim lub quasi-skandynawskim, przepraszam za określenie, skrojone na jedno szaro-biało-drewnopodobne kopyto z wysokim połyskiem w tle, tak długo polskie wnętrza będą wciąż podobne do siebie. Tak projektować mogą amatorzy, ale Ty, biorąc za swoją pracę pieniądze, masz obowiązek wytyczać nowe szlaki i przestać myśleć szablonowo i schematyczne. Czy naprawdę w każdym dziecięcym pokoju dla podróżnika musi wisieć mapa, a każdy pokój dla dziewczynki musi być różowy? Zakładam, że studiowałeś na uczelni plastycznej, świadomie wybrałeś twórczy zawód, więc myśl i kombinuj jak artysta. Wyspecjalizuj się w jakimś typie projektów, znajdź styl, który w którym swobodnie się poruszasz. Chcesz projektować tylko łazienki? W porządku, ale rób to jak wirtuoz. Interesują Cię lofty, bo kręci Cię nowoczesność, surowe materiały i jesteś genialnym minimalistą? Rewelacyjnie, ale niech to będzie przemyślana przestrzeń, zaprojektowana z dbałością o każdy najmniejszy detal, tak aby nie uronić nic z charakteru takiego wnętrza. Znajdź swoją niszę na rynku i bądź w tym po prostu świetny, pracując na własną rozpoznawalną markę. Projektowanie wnętrz sprzętami z sieciówek pozostaw klientom, których nie stać na zatrudnienie profesjonalisty, lub początkującym projektantom, którzy istotnie, muszą łapać wszystkie zlecenia jak leci, po to, aby zdobywać doświadczenie. To zupełnie inny temat. Zakładam jednak, że masz już kilka lat pracy w tej branży za sobą. Jeśli będziesz wysyłać klientom wyraźny sygnał, w czym się specjalizujesz, przyciągniesz klientów, na których Ci zależy. Nie staraj się spełniać „każdego Państwa życzenia”, bo się wypalisz i najpewniej nie zarobisz na chleb. Jeśli na ogłoszenie klienta odpowiada średnio 250 pracowni, to Twoje prawdopodobieństwo wygrania w tym wyścigu wynosi 1:250. W takim wypadku pomóc Ci może albo szczęście (na które bym się specjalnie nie zdawała), albo wyjątkowe portfolio. A więc… wracamy do punktu wyjścia.

Rynek trudny, więc to klient dyktuje cenę

Z takim przeświadczeniem stajesz do wyścigu o zlecenia na popularnych portalach. Wiem, co mówię, bo kiedyś też na jednym bywałam i uwierz mi, to była strata czasu, nerwów i mojej twarzy. Tam też chętnie spełnia się każde życzenie za minimalną stawkę. Jak dla mnie to prawdziwa rozrzutność – stać Cię na nią?

Jak to się dzieje, że są pracownie, do których ustawiają się kolejki klientów gotowych zapłacić 500 zł za metr kwadratowy projektowanej przestrzeni i takie, które nie mogą złapać nabywcy za 65 zł? Jeśli chcesz, aby Twoja praca dawała Ci satysfakcję finansową, zacznij traktować swój zawód jak biznes, a nie tylko jak sztukę dla sztuki. Jeśli co miesiąc ZUS wyciąga do Ciebie rękę po składkę, a Ty masz zarejestrowaną działalność, to nie możesz podchodzić do swojej pracy wyłącznie z punktu widzenia idealisty. To jest biznes i rządzi się takimi samymi zasadami jak prowadzenie sklepu, sprzedaż samochodów czy każda inna działalność gospodarcza. Po pierwsze więc zastanów się, ile miesięcznie musisz zarobić, aby po pokryciu kosztów było to dla Ciebie opłacalne. Nie pracuj dla wszystkich, tylko odrzuć klientów, którzy nie pasują do Twojej usługi, a pozyskuj tych, z którymi opłaca Ci się współpracować. Brzmi jak herezja? Możliwe, ale jeśli zastanowisz się bliżej nad tym, o czym piszę, to być może dojdziesz do wniosku, że są klienci, którzy zabierają Ci czas i generują straty. Jeśli stworzysz wyrazisty wizerunek tego, czym się zajmujesz, a więc własnej marki, łatwiej będzie Ci dopasować cenę do usługi na Twoich warunkach. Projektujesz łazienki w cenie 1000 zł za pomieszczenie, robisz to w dwa dni i jesteś w tym świetny? W takim razie nie bierz się za rezydencje glamour, jeśli nie czujesz się dobrze w takich projektach. Wprawdzie za pojedynczy projekt rezydencji skasujesz więcej niż  za jeden projekt łazienki, ale jeśli to nie Twoja bajka, możesz się zmęczyć współpracą z klientem, którego potrzeb nie zrozumiesz, a projekt rozwlecze Ci się na tyle miesięcy, że bardziej opłacalne będzie zaprojektowanie pięciu łazienek w miesiącu na Twoich stawkach niż wielkiego domu ze stawką podzieloną przez pół roku, dodatkowo z ryzykiem niedogadania się z inwestorem. Jesteś dekoratorem i wykonujesz przepiękne aranżacje ślubne? W takim razie odpuść sobie home staging, który dodatkowo wymaga znajomości rynku nieruchomości i zwyczajnie Ci nie leży. Rób dekoracje ślubne, bądź świetna w swojej pracy, której jakość pozwoli Ci ustalić cenę odpowiednią dla Ciebie. Dobry produkt i usługa zawsze się obronią.

Klient jednak ciśnie, a Ty…

Możesz ulec naciskom albo wyjść z tego obronną ręką. Niestety, praca z klientami w dzisiejszych czasach przypomina przeciąganie liny, niezależnie od branży, w której się działa. Znaj swoją wartość. Jeśli już zdecydujesz się obniżyć cenę, to nie schodź poniżej progu opłacalności.  Najlepiej jednak rób to wtedy, gdy wprowadzasz określone, celowe działania marketingowe. No właśnie – marketing w naszej branży. Czy w ogóle istnieje? Ale to już oddzielny temat.

Czujesz, że nie wyczerpaliśmy tematu? Chcesz wdrożyć działania, które pozwolą Twoim projektom wyróżnić się na tle konkurencji? Dołącz do Akademii Projektanta – prywatnej grupy na Facebooku, w której spotykamy się na żywo w każdy piątek o godzinie 20.00.

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *