Menu Zamknij

STYL „HAMPTON” I CO DALEJ?

Witam Was serdecznie. Przypuszczam, że tym wpisem wsadzę kij w mrowisko. Będzie bowiem o zyskującym coraz większą popularność stylu „Hampton”, którego sama jestem wielbicielką, ale…

Odchodzi Skandynawia, wkracza Ameryka

Rzecz w tym, że „Hampton” zaczyna zastępować odchodzącą pomału modę na styl skandynawski, która w moim osobistym odczuciu, z czym Ty nie musisz się wcale zgadzać, gościła u nas cokolwiek zbyt długo i miała posmak zbiorowej histerii. Jak grzyby po deszczu przez okres co najmniej pięciu lat (jeśli nie dłużej) wyrastały betonowo-drewniano- białe (koniecznie w połysku) wnętrza, obojętnie, czy dekorowaliśmy pofabryczny loft w sercu wielkiego miasta, czy dom o bryle dworku szlacheckiego wśród pól rozmaitych na wsi. Ikea zrobiła swoje – nasze dekoracje powstawały na zasadzie CTRL+C, CTRL+V. Na potęgę projektowałam wtedy deweloperskie łazienki o średniej powierzchni 4 m2, które były tak do siebie podobne, że nie miałam z czego kompletować portfolio. Wtedy to właśnie, oglądając zapamiętale jeden z kanałów wnętrzarskich, którego nazwy nie podam, żeby nie było, że coś reklamuję, zafascynowałam się realizacjami dwóch kanadyjskich projektantek – Sary Richardson i drugiej – Candice Olson. Była i trzecia, Amerykanka tworząca w Kalifornii wnętrza luksusowych rezydencji – Mary McDonald, ale ta ostatnia nie całkiem wpisuje się w hamptonowską stylistykę. Zdjęcie powyżej przedstawia sypialnię zaprojektowaną przez Sarę Richardson.

Sarah i Candice od lat już tworzyły projekty w stylu Hampton (z naciskiem na Sarę, ponieważ Candice biegnie bardziej w stronę stylu nowojorskiego). Pamiętam, jak  kilka lat temu, na jednej z grup tematycznych na Facebooku pokazałam ich projekty i zostałam objechana – że to nie dla nas, że zbyt dekoracyjne, że za dużo się dzieje. A dziś – proszę bardzo. Co drugi w tym roku zamawiany projekt to prośba o styl „Hampton”. Stąd moje „ale..” we wstępie. Styl cudowny, ale obawiam się kolejnego zalewu projektów skrojonych „na jedno kopyto”. „Hampton” broni się jednak tym w stosunku do aranżacji skandynawskich, że naprawdę wymaga sporo finezji, znajomości kompozycji w aranżacji wnętrz i, krótko mówiąc, nie tak prosto go skopiować.

Zanim zamówisz projekt, poznaj cechy stylu „Hampton”

Na początek wyjaśnienie nazwy. Podobno pochodzi od nadmorskiej miejscowości Hampton na Long Island niedaleko Nowego Jorku. Równie dobrze, według mnie, mógłby się nazywać styl „Brighton”:). Nie żartuję – mam takie skojarzenie po wyjeździe do Wielkiej Brytanii i obserwacji tamtejszej nadmorskiej architektury, ponieważ koloryt morza, plaży i operujące tam światło same narzucają sposób aranżacji wnętrza. Często zamiennie stosuje się dwie nazwy: styl „Hampton” i styl nowojorski. Ja bym je rozgraniczyła. W moim przekonaniu styl „Hampton” jest bardziej rustykalny i nawiązuje nieco do posiadłości położonej na obrzeżach miasta, podczas gdy styl nowojorski cechuje się wyrafinowaną elegancją, pozbawioną rustykalnych elementów, np. dekoracji wykonanych z lin, akcentów nadmorskich i boazerii ściennej, przez którą prześwituje naturalne usłojenie drewna.

 Kolorystykę tego stylu przenikają w sposób naturalny biele z domieszką ecru, granaty, turkusy, błękity, delikatne szarości, elementy naturalnego drewna – zarówno jasnego, jak i ciemnego oraz wikliny.  Wnętrze ma być lekkie i pastelowe. Styl ten lubi tkaniny o wyrazistych wzorach, które deseniem nie muszą do siebie pasować, istotne jest, aby mieściły się w jednolitej gamie kolorystycznej. Ważną rolę odgrywają tutaj duże okna, tak aby do wnętrza wpuścić jak najwięcej światła. Jeśli więc dobrze czujesz się w kolorach ziemi – beżach, zieleniach, brązach, żółcieniach – dobrze się zastanów, czy warto na siłę podążać za modą.

 

Projekt: Daria K. Baczyńska

 

Materiały, które świetnie sprawdzają się we wnętrzach hamptonowskich, to drewno (lite, naturalne, nie żadna okleina czy płyta MDF), szkło, elementy metalu. Doskonale prezentują się tu lampy w stylu retro (zwłaszcza „babcine” kinkiety i żyrandole). Niestety, trudno takie wyposażenie nabyć w regularnej sprzedaży, ale prawdziwe rarytasy można znaleźć na pchlich targach i dać im drugie życie poprzez renowację i nałożenie nowej tapicerki. Zyskasz wtedy naprawdę niepowtarzalne meble. Styl „Hampton” charakteryzuje się lekkością, a zarazem jest przytulny. Jeśli urządzasz domek położony nad wodą, a jeszcze lepiej nad samym morzem, pomyśl o wykończeniu ścian białą boazerią. Rewelacyjnie prezentuje się, jeśli pokryjesz ją transparentną białą bejcą, która uwydatni słoje. Natomiast dotyk nowoczesności takim wnętrzom zapewnią na przykład szklane blaty stolików kawowych czy stalowe wykończenia mebli. „Hampton” uwielbia przestrzeń i sztukaterię czy to na ścianach, czy też na sufitach. Dlatego łatwiej zaaranżować w tym stylu wysokie, przestronne mieszkanie w starej kamienicy niż deweloperski klocek o powierzchni 50 metrów kwadratowych. Architektura i lokalizacja same narzucają stylistykę. Najgorzej jest, gdy robi się coś „wbrew materii”, podążając tylko za obowiązującą modą. Łatwo wtedy zahaczyć o kicz.

Projekt ze zdjęcia: Candice Olson.

Kompozycja we wnętrzach w stylu „Hampton”

Jak wcześniej napisałam, styl „Hampton” lubi przestrzeń. Ważnym elementem tego typu wnętrz jest wyraźny podział na strefy: jadalnię, salon i otwartą na niego kuchnię z wyspą pośrodku. W pokoju dziennym warto zrezygnować z ustawienia mebli pod ścianami, wysuwając sofę i fotele bliżej centralnej części pomieszczenia. Jeśli jest na to miejsce, warto dwie sofy ustawić naprzeciwko siebie. W sypialni w nogach łóżka małżeńskiego stawia się pufę lub niewielki szezląg. Hamptonowskie aranżacje wymagają wykorzystania każdego skrawka projektowanej powierzchni, dlatego pod oknami  (nawet w łazience) aranżuje się miękkie siedziska, zapełnia się przestrzeń pod schodami, a na ścianach wiesza ładnie zakomponowane i oprawione w ramy zdjęcia. Niestety, tego elementu zabrakło w mojej aranżacji w Mielnie, chociaż projekt go przewidywał. Stąd wrażenie, że ściany w salonie są puste. Na obronę mam i to, że jest to wnętrze hotelowe, a nie mieszkalne, tak więc jego funkcja podyktowała takie, a nie inne rozwiązania. Charakterystycznym elementem kompozycji wnętrz w tym stylu jest symetria: naprzeciwko siebie stawia się dwie kanapy, dwa fotele, na ścianach wiesza dwa kinkiety w równej odległości od siebie, komody zdobi dwiema wazami etc. Styl „Hampton” lubi duże, wyraźne ozdoby na ścianach, okrągłe lustra i zegary.  Warto też pomyśleć o wewnętrznych okiennicach w oknach, które mogą pełnić funkcję czysto ozdobną, ale nawiązującą do kolonialnych wnętrz.

Symetryczna kompozycja w projekcie Sary Richardson

Symetryczna kompozycja w projekcie Candice Olson

Sypialnia – projekt Candice Olson

 

„Hampton” i co dalej?

Jakkolwiek uwielbiam styl „Hampton”, obawiam się wieloletniego wysypu niezbyt udanych i podobnych do siebie projektów. Rzecz nie w tym, że architekci sobie z nimi nie poradzą, ale w tym, że nasze mieszkania i przemysł meblarski mają spore ograniczenia. Mieszkania deweloperskie są zwykle ciasne i do siebie podobne, będziemy więc wciskać na siłę styl kolonialny w kwadratowe pudełka. Wysmakowane meble z litego drewna zastąpimy laminowanymi podróbkami, bo tak będzie taniej i będą dostępne w sprzedaży internetowej. Renowacja u stolarza-artysty kosztuje znacznie więcej. W tej sytuacji dzisiaj, 18.11. Anno Domini 2018, zauroczona architekturą azjatycką odkrywam już kolejną swoją fascynację: pełen prostoty i harmonii styl ZEN. Nawet logo Studia D do tej prostoty i harmonii świadomie nawiązuje:).


JEŚLI TEN WPIS OKAZAŁ SIĘ DLA CIEBIE WARTOŚCIOWY, ZOSTAW SWÓJ KOMENTARZ.

 

2 Comments

  1. Ela

    Rany!!!
    Znam wszystkie projektantki z kanału Domo.
    Ich projekty szalenie mi się podobają, zgadzam się, że ten styl zaczyna być i u nas modny.
    Wszystko super, tylko nasze metraże i te za oceanem nie mają porównania.
    Pozdrawiam Czytelniczka.

    • Daria K. Baczyńska

      Witaj, Elu:) Tak to u nas jest, że mamy na ogół wnętrza w wersji mini i to narzuca nam jeszcze większy rygor podczas projektowania. Mam jednak przypuszczenia, że Candice nie zawsze dekoruje 300-metrowe rezydencje. Wskazywałyby na to proporcje widoczne na jej zdjęciach. Tak czy owak, zainspirować się można, a potem uważać, żeby nie spartaczyć. Pozdrawiam. D.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *